• Rejestracja
Pierwszy raz tutaj? Zajrzyj do FAQ!
x
Witamy w serwisie zapytaj.zhp.pl, gdzie możesz zadawać pytania i otrzymywać odpowiedzi od innych harcerzy.

Możesz też zdobywać punkty za zadawanie pytań i udzielanie odpowiedzi. Tutaj pomaganie innym się opłaca! Więcej informacji tutaj!


Na wiele pytań odpowiedź znajdziesz w dokumentach ZHP:


Chrzest obozowy

+5 głosów
Czuwaj!

Mam do Was sprawę dotyczącą fajnej organiazacji chrztu na obozie. Macie jakieś pomysły na ciekawe zadania dla biszkoptów? Co Wy robicie na chrztach? Z góry dzięki za odpowiedz:)
pytanie zadane 19 czerwca 2013 w HAL/HAZ przez użytkownika harcerkacc (660)   10 25 39
Współczynnik akceptacji: 31%

zmienione kategorie 19 lutego 2014 przez użytkownika Gacek
   

4 odpowiedzi

+3 głosów
Mam pomysł: zrezygnuj z tej "zabawy".

Ani ona zabawna, ani harcerska, ani wychowawcza.

Czego uczy? Jakie treści przekazuje? Czy na pewno chcemy takie treści przekazywać w harcerstwie?

A jeśli już się upierasz: oto zadanie, po usłyszeniu którego odwołałem i zabroniłem "chrztów" dawno temu na obozie (całość organizowała jedna druhna pwd.): zebrać na łące krowie placki i nimi smarować "chrzczonych".
odpowiedź 19 czerwca 2013 przez użytkownika Dominik Jan Domin (9,796)   36 87 189
Całkowicie się z Druhem zgadzam :) Trzeba porządnie sobie odpowiedzieć, jaki CEL ma taki chrzest... Oczywiście możecie wprowadzić motyw wprowadzający w konwencję obozu, np. gra nocna, podczas której harcerze będą pasowani na rycerzy, etc. Ale to także musi być przemyślane. Jak wszystko.
Ja też się zgadzam.Według mnie jest to zupełnie niepotrzebne o wiele większym przeżyciem (przynajmniej dla mnie) było złożenie przyrzeczenia w kaplicy pod kościołem.Niż jak słyszałem u wielu :składać je z ciastem we włosach.
Dlaczego zabawy wymyślone na obozie harcerskim, przez harcerską kadrę, pod wodzą doświadczonego komendanta nie są zabawne, harcerskie i wychowawcze ?
Wystarczy zmienić przekaz  na "lubimy Was, przyjmujemy Was do naszej społeczności, zobaczcie jak u nas jest fajnie i wesoło ".
Co w takim razie z dwugodzinnymi apelami w czasie których kadra urządza sobie sprzątanie obozu, wywalając wszystko z namiotów? Zakazać apeli?
Sądzę że pomysł z krowim plackiem jest genialny a druhnie od placków należy się pochwała .
Odpowiednio ucharakteryzowany tort czekoladowy posypany zielskiem bagiennym (takie zielone coś przypominające tatarak, słodkie i smaczne) podany na srebrnej tacy, byłby przebojem obozu.
Nie zapominajmy że dzieci są od tego żeby się bawić a kadra od tego żeby wymyślać inteligentne zabawy z odpowiednim przekazem
Zdecydowanie nie rozumiem, o co chodzi ci w tym komentarzu. Ale nagroda za krowie placki może być tylko jedna - wysmarowanie tym plackiem nagradzanego.

Sądzę, że skoro podoba ci się - masz też prawo do tej nagrody - a zatem idź na łąkę, wysmaruj się krowim plackiem, a potem wróć i opisz swoje doświadczenia.
Sprawdzanie porządków podczas apelu ma swój określony cel. Zapominamy chyba o tym, że jesteśmy organizacją wychowawczą, w której każde działanie musi być przemyślane i służyć rozwojowi dziecka. Pamiętajmy, że zabawa jest bardzo ważna, ale także musi mieć swój cel. Dlatego jedną z cech metody harcerskiej jest pośredniość. Bawimy się, ale także po coś. To nie są puste rzeczy. Chrzest obozowy ma pejoratywny wydźwięk, kojarzy mnie się z różnymi, dziwnymi sytuacjami. Raz miałem styczność z jedzeniem jakiejś papki z głową przełożona przez starą muszlę klozetową... Nasuwa się pytanie "PO CO?". Na obozach często próbujemy (ślepo) zapożyczać różnego typu elementy z kolonii szkolnych, środowiskowych, których kadra rzadko kiedy, układając program, zastanawia się, czemu ma coś służyć.
Trochę przykro że macie akurat takie wspomnienia ze chrztów i obozów wiec napisze jak to bywało na moich obozach.
Nie jest to gotowy scenariusz tylko niektóre zapamiętane zabawy.
Zawsze chrzty odbywały się w czasie przeznaczonym na kąpiel i plażowanie, na początku obozu. Zbierał się cały obóz a młodzi (pierwszy raz na obozie) musieli się wypowiedzieć  czy chcą dostąpić zaszczytu stania się obozowym wygą.  Po kilku słowach   o odwadze,  sprawności, sprycie jakimi muszą się wykazać kandydaci zazwyczaj cały obóz wykonywał poszczególne konkurencje i zabawy a nowi  kilka dodatkowych.  Ponieważ kandydat musiał wykazać  się odwagą  wiec musiał przejść , z zawiązanymi oczami, przez gąszcz gałęzi ,pokrzyw i innych niebezpiecznych rzeczy. Gąszcz był zrobiony z przygiętych do ziemi  gałęzi ,powieszonych, rozłożonych kłód drewna, poustawianych kęp pokrzyw lub  jeżyn. Po zawiązaniu delikwentowi  (lub grupie) oczu przeszkody zostawały usunięte a pokrzywy zastąpione gałęziami liściastymi.  Inną próbą odwagi była platforma na którą kandydat musiał wejść zawiązanymi  oczami. Dwóch silnych podnosi platformę i powoli opuszcza jednocześnie uginając nogi w kolanach. Kandydat na desce myśli że jest bardzo wysoko a naprawdę jest kilka cm. nad ziemią. Następnie musi zeskoczyć . Jeżeli się odważy zazwyczaj jest ciężko zdziwiony..
Obrzydlistwa oczywiście też.
Kąpiel błotna ponieważ kandydat musi być piękny . Tu od smarowania błotkiem  po prawdziwą błotną kąpiel w balii lub dołku wyłożoną folią.  Jedzenie lub picie odpowiednio ‘”ucharakteryzowanych „ napojów ( kisiel z jakimś sokiem z dodatkiem startej czekolady udającej mrówki albo inne robale). Czasami do takiego paskudztwa ustawiała się kolejka po dokładkę. Sok z cytryny po którym trzeba się pięknie uśmiechnąć do komendanta
Z prób sprawnościowych fajna była konkurencja  w której trzeba było dotrzeć do celu  w dużych workach zawiązanych nad głową.
Na jakimś   indiańskim obozie trzeba było zdobyć mustanga, czyli trafić piłką biegającego starszego harcerza który dowoził kandydata do jakiegoś celu.
Fajnym elementem  są zabawy w  wodzie. Dopłyniecie do celu na czymś dziwnym. Koło ratunkowe, materac, balia, beczka sprawiają wiele frajdy.  
Ponieważ zawsze obracałem się w kręgach harcerzy młodszych więc i zabawy i próby wymyślane były na poziomie czwarto czy piątoklasistów ale przy odpowiedniej oprawie i podejściu wszyscy bawili się wspaniale.
poza tym oprawa całej imprezy. Komendant jako neptun przypływający znajomą żaglówką, czy druhna jako nimfa wodna na łódce którą kandydaci muszą przyciągnąć do brzegu za pomocą liny. Kiedyś był pomysł żeby załatwić z jeszcze Mlicja żeby ka kogutach wjechali do obozu i mianowali najodważniejszych pełnoprawnymi obozowiczami. (do czegoś  była potrzebna taka wizytacja)
Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem żeby kadra wymyślała zabawy w których uczestnicy są poniżani czy upokarzani .
0 głosów
Z takimi zabawami na obozie nie można przesadzić to główna zasada. To ma być dla Nich frajda a nie katorga. I jeśli ktoś rzeczywiście odmawia uczestnictwa to nie bierze udziału jako "biszkopt" ale może pomóc przy organizacji lub zostać na warcie.

 

U Nas zazwyczaj delikwentów się smaruje farbami, mają zjeść jakąś papkę (oczywiścia kadra sama tą papkę wcześniej próbuje - np. kisiel z marchewką nie jest zły), łoże madejowe. Generalnie taki "biszkopt" ma cay czas zawiązane oczy, ale maszeruję z opiekunem - jeden biszkopt jeden opiekun. Cały spacer kończy się przy jeziorze, gdzie biszkopty otrzymują imię obozowe (np. związane z tematyką) a potem delikwent "umieszczany" jest w jeziorze.
odpowiedź 19 czerwca 2013 przez użytkownika KopczyK (3,460)   8 32 72
0 głosów
Chrzty obozowe to tylko zabawa. Mało jest tam wartości dydaktycznych, ale... Odpuścmy sobie Neptunalia i inne oklepane przez "cywilne" obozy metody. Wymyślmy coś własnego. Jeżeli np. obóz jest organizowany w konwencji LARP (Słowem określamy motyw przewodni obozu, który staje się teatrem, a każdy obozowicz - aktorem.) dajmy na to - partyzantki AK. Zorganizujmy bieg, który pozwoli odkryć, lub potwierdzić talenty uczestników. Kończąc taki bieg możemy przygotować coś w rodzaju chrztu i nadać obozowiczowi dodatkowe imię, ksywkę, pseudonim czy jak kto woli. Np. obozowicz był zwinny i szybki - nazwijmy go śmigłym. Tj. Jan Śmigły Kowalski. Obozowicz wykazał się inteligencją, szybko znalazł rozwiązanie - Ania Bystra Kwiatkowska. Jest to miłe, sensowne (Wybaczcie, ale czasem nadawane imiona - Gumowa Kaczuszka... Owszem są śmieszne, ale to tylko tyle :D) i utrzymane w klimacie partyzantki AK. Co więcej? Można osobę symbolicznie chlapnąć wodą (Bawimy się w św. Jana :P) na znak nowej drogi czy cóś. Można zawiązać opaskę na oczach "chrzczonego" i po nadaniu imienia ją rozwiązać w taki sposób, żeby pierwszym co zobaczą "chrzczeni" był ogień. Brać, wybierać, decydować i niczego nie żałować :D
odpowiedź 20 czerwca 2013 przez użytkownika Jędrzej Wiącek (1,398)   8 19 38
"Można osobę symbolicznie chlapnąć wodą (Bawimy się w św. Jana :P) na znak nowej drogi czy cóś"

Bardziej wrażliwe religijnie osoby przyjmą to z niechęcią. Mimo wszystko chrzest, przez polanie wodą, jest ważnym sakramentem u chrześcijan - nie róbmy sobie z tego zabawy.
0 głosów
My mieliśmy chrzest dzień przed wyjazem. Poszliśmy w nocy do lasu niby szukać prowiantu. Tam dopadl nas jacyś dresiaże, mieli piłę motorową któ®a im się zepsuła, a takiej jednej dziewczynie założyli na głowę worek. Potem okazało się że to byli druhowie z naszego obozu i mieli nas tylko trochę nastraszyć, ale zmienili plan i nasza drużynowa nic o tym nie wiedziała. Było strasznie! Nie dostawaliśmy imienia ani nieczego,ale to była próba odwagi.
odpowiedź 27 czerwca 2013 przez użytkownika zastepca-zastepowej (152)   3 5

Podobne pytania

+7 głosów
4 odpowiedzi 2,169 wizyt
pytanie zadane 21 lipca 2013 w HAL/HAZ przez użytkownika qj0n (15,308)   17 85 312
+1 głos
1 odpowiedź 66 wizyt
pytanie zadane 12 lipca 2018 w Pomysł na... przez użytkownika szeregowa_42 (125)   2 6 13
+4 głosów
6 odpowiedzi 1,998 wizyt
pytanie zadane 23 lipca 2013 przez użytkownika wąski!:D (702)   13 39 57
+1 głos
1 odpowiedź 303 wizyt
pytanie zadane 22 czerwca 2014 w Pomysł na... przez użytkownika omega (203)   1 6 14
0 głosów
1 odpowiedź 423 wizyt
pytanie zadane 28 kwietnia 2014 przez użytkownika Harcereczka (606)   7 31 45
Ta strona używa plików ciasteczek. Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na ich używanie.
Pomysł, wykonanie, osoba odpowiedzialna za działanie serwisu: hm. Szymon Gackowski
...